Czym jest kryzys?
W literaturze przedmiotu znaleźć można szereg definicji kryzysu, których wspólnym mianownikiem jest uwypuklanie tych aspektów kryzysu, które postrzegać można jako zagrażające dla jednostki. Z drugiej strony, grecka etymologia słowa kryzys (krinein) wskazuje na kryzys jako punkt przesilenia, rozstrzygnięcia, a więc nie na pejoratywny, zagrażający charakter tego słowa. Ta pozorna sprzeczność, znajduje swoje odniesienie w sposobie, w jaki zdarzenia kryzysowe i ich następstwa traktowane są we współczesnej psychologii.
Wielka Dharani

Kiedy, kilkanaście lat temu, w trakcie mojej pierwszej praktyki w Do Am Sah (Główna Świątynia szkoły Zen Kuan Um w Polsce), po raz pierwszy usłyszałem i śpiewałem wspólnie z innymi sutrę „Wielka Dharani” przeszedł mnie dresz, który pamiętam do dzisiaj. Niezwykłe odczucie zjednoczenia ze współpraktykującymi i ogromnej mocy (na zdjęciu obok: Szkoła Zen Kuan Um -- Główna Świątynia Do Am Sah w Falenicy).
Przez kolejne lata, odczucie to towarzyszyło mi zawsze, ilekroć pojawiała się Wielka Dharani. Od jakiegoś czasu sutrę tą, w niesamowitym wykonaniu Imee Oii, można ściągnąć w formie pliku mp3 ze strony znajdującej się pod adresem: http://www.zen.pl/kwanum/varia_download.html
Wczoraj, na You Tube znalazłem w wykonaniu również Imee Oii, Sutrę Serca. Niezwykłe wykonanie, piękna sutra.
Jeśli będziesz potrzebował lub potrzebowała chwili głębokiego relaksu i odprężenia, posłuchaj tych sutr – efekt gwarantowany!
Plaga stonki w Tatrach…
Nie mogłem się już doczekać. Ostatnie kilka miesięcy myślałem o tym jak piknie będzie znowu poszwędać się po Tatrach.
W końcu ten dzień nadszedł. Wyjście w góry, w planach spacerowy szlak: wejście na Kasprowy, potem przez Czerwone Wierchy do Doliny Kościeliskiej. Miało być tak pięknie…

Na podejściu na Kasprowy było jeszcze znośnie, stonki tylko trochę, bo ledwie świtało. Dało się wytrzymać. Na Kasprowym jak zwykle Sajgon. Prawie jak na Krupówkach. Nic to, idziemy na Czerwone Wierchy. Może będzie mniej. Rzeczywiście mniej, ale głupość „spacerowiczów” przekraczała wszelkie granice.
Oto mamusia w japonkach, ciągnie na siłę chłopca, jakieś 10 lat. Synek ma obłęd w oczach, potworny strach wymalowany na twarzy, płacze i krzyczy, że nie pójdzie, bo się boi. Usłużna ciocia (też w klapkach) tłumaczy dziecku, że taki dorosły mężczyzna musi pokonać lęk wysokości. Dzieciak panika, mama na siłę pcha synka do przodu, a ten zapiera się z całych sił. Na szlaku wąsko, z północnej strony pionowe piargi, od południa łagodniej, za to ślisko jak wszyscy diabli (kilkanaście minut wcześnie popadało trochę). Dziecko płacze, mama krzyczy, ciocia mdleje, bo sama zaczeła mieć problem z przejściem kilkunastu metrów. Wyminąć się ich nie da, więc w obie strony korek. Stonka szaleje, eksperci w laczkach podrzucają mamusi coraz lepsze rozwiązania („Pani weźmie go na ręce!”). W końcu mamusia daje sobie spokój i rezygnuje z dalszej wycieczki. Wraca na Kasprowy. Uff…
Jakiś czas później mijamy „troskliwego tatusia” idącego z Czerwonych w stronę Kasprowego. Gość, jakieś 40 kg nadwagi, ledwie idzie, na nogach oczywiście klapki, sapie jak lokomotywa, pot się z niego leje. Stąpa bardzo niepewnie po kamieniach, chwieje się i potyka. W ostatniej chwili łapie równowagę. Patrzę i nie wierzę własnym oczom. Facet niesie „na barana” 2-3 letnią córeczkę. Ania nie wytrzymuje i opierdziela gościa. Ten się nie przejmuje i idzie dalej. Ghrr… zamykał bym takich za narażanie siebie i innych!
Ja rozumiem, że każdy ma prawo do chodzenia po górach i każdy jest odpowiedzialny sam za siebie. Rozumiem, że każdy ma jakieś ambicje (na Rysy w szpilkach, a jak!). Tyle, że czasami, choć trochę rozumu, też by się przydało!
Wniosek natury ogólnej: Tatry w sierpniu, to nie najlepszy pomysł. Tyle stonki jeszcze w życiu nie widziałem. W dodatku pcha się w miejsca, gdzie zagraża sobie i innym. Zobaczymy jak będzie we wrześniu.
Jeszcze chwila…
Jeszcze chwila…
